Nie, nie będzie tu prezentacji książki kucharskiej lub zbioru przepisów.

Ale zawsze jest miło powąchać małe co nieco i posmakować jak Kubuś Puchatek, a jeśli jeszcze wiąże się z daną porą roku, tradycjami i wspomnieniami dzieciństwa, może stanowić nie lada frajdę.

Dlatego od czasu do czasu umieszczę tu przepis, który będzie miał nietypową oprawę, bo okraszoną żartobliwymi refleksami i gierkami językowymi.

Pierwszy na powidła węgierkowe, których smażenie było w moim domu znakiem nieuchronnego i zawsze niespodziewanego końca lata.

Zapach smażących się powideł, to kuchnia babci, długie wieczory, rogaliki z powidełkami wypiekane przez mamę, kruche rogaliki, które piekłam razem z małym synkiem…

Tamten świat już poza mną, jesień to czas zadumy i wspomnień, ale ja nie chcę się na nich zatrzymywać, tylko wyznaczać nowe jesienne klimaty, z zachowaniem tego, co w przeszłości było piękne i warto zabrać w dalszą drogę przez czas…

Smażenie powideł to czynność wymagająca cierpliwości i właśnie czasu, niosąca różnorodne skojarzenia i refleksje, toteż dosmaczyłam* nimi powidła. Miłej lektury, trochę uśmiechu☺

                                                                           IwKa

*dosmaczyć – doprawić, podnieść jakość smaku, wzbogacić smak

 

NAJPRAWDZIWSZE POWIDŁA

Z PRAWDZIWYCH WĘGIEREK

 

Kup składniki:    

1.*śliwki – 6 kg śliwek na miejskim lub wiejskim targowisku, zarówno na jednym, jak i drugim będą one z tego samego targu, na który detaliści jeżdżą bardzo raniutko, by rozwieźć towar po punktach i sklepikach.  Jeśli macie taką możliwość, by podjechać do gospodarza, który przyniesie skrzynkę z sadu, a w niej połyskiwać będzie fioletowa skórka świeżo zerwanych śliwek, to jeszcze lepiej. Walory smakowe nie będą się raczej różnić, ale otrzymacie bonus – odbędziecie wycieczkę do miejscowości z sadem, pogadacie z gościem, który uraczy was opowieścią, jak to mu się nic nie opłaca. Może usłyszycie koguta lub zobaczycie kurę, może pan dołoży wam garść liści chrzanu do kiszenia ogórków. No to co, że nie kisicie, wszystko się może zdarzyć… , czyli czeka Was przygoda.                                                                                                       

A jak nie masz ochoty, czasu lub pieniędzy na jeżdżenie po gospodarzach i podrabianych chłopach, to idź na targ i koniecznie szukaj na straganie w dzień targowy śliwek, w które będzie wetknięta kartka wyrwana z zeszytu w kratkę, a na niej napis, sporządzony koniecznie długopisem i dość nonszalancko pod względem estetyki i kaligrafii:

węgierka prawdziwa.

Cholera wie, co tam innego naukładali obok, może to wszystko zmyślone, tylko węgierka prawdziwa, a my widzimy zjawy śliwek przyprószonych matową powłoką fioletowości, jabłek kapiących zapowiedzią twardej soczystości, gruszek ociekających po palcach słodkością, puszących się czerwienią pomidorów, zzieleniałych zazdrośnie ogórków… I kto by pomyślał, taka ściema…Wszystko nieprawdziwe, oprócz naszych węgierek.

 

Ale wiersz jest prawdziwy, poniżej fragment najprawdziwszego mistrza słowa:

 

Zobacz, ile jesieni!
Pe
łno jak w cebrze wina,
A to dopiero pocz
ątek,
Dopiero si
ę zaczyna.

 

Lato, w butelki rozlane,
Na pó
łkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Ju
ż nie wytrzyma dłużej.

 

                          Julian Tuwim – Strofy o późnym lecie

 

 

Tak czy siak, śliwki już mamy;

 

  1. *cukier – kup, gdzie chcesz, wszędzie obowiązuje czas jesiennych promocji na cukier, więc bierz całą zgrzewkę, bo potrzebne Ci będzie 1.5 kg, ale jest promocja, to co się będziesz certolić. Wrócisz do domu w przekonaniu, że wykiwałeś cały świat i zarobiłeś na tym, bo kupiłeś cukier o 62 gr taniej na kilogramie. Jakby nie liczyć, sześć dwadzieścia jesteś do przodu. Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie będzie miało zagwozdkę, co to się z tym popytem dzieje, ty będziesz 6.20 do przodu, a osiem i pół kilo cukru trzeba będzie przekładać po półkach w chałupie, bo to przecież nie zgrzewka piwa, którą można rach ciach zrobić, z cukrem to trwa…

Skoro na 6 kilo śliwek poszło 1.5 kilo cukru, to ile by trzeba dokupić śliwek do zużycia całego cukru założywszy, że jeden woreczek cukru nam się usypał i brakuje do kilograma tyle, co w dwóch cukiernicach się mieści, ale jedna się zbiła. Ile wyszło? Ile by NIE wyszło, cukier krzepi* i konserwuje powidłaJ Jednak z ilością cukru ostrożnie na co dzień, bo ma kalorie i niekorzystnie wpływa na szereg elementów organizmu, głównie zęby. Dbaj o zęby!!! To Twój skarb, a i dentyści się cenią.

Cukier krzepi – to najpopularniejsze hasło reklamowe przed II wojną w Polsce. Autor Melchior Wańkowicz szczycił się, że jest najlepiej opłacanym twórcą słowa, gdyż za 2 wyrazy zainkasował 5000, czyli w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza –  50000 zł; do roboty! Na razie zajmij się śliwkami, a słowem też można, niezwykle zajmująca czynność – zabawa słowem, a może jeszcze coś skapnie, jakieś pięćdziesiąt kawałków… Kupi się za to śliwek, narobi powideł, puści jako handmade i biznesik hula!

CO DALEJ ?

  1. Przygotuj duży garnek;
  2. Umyj śliwki, odsącz;
  3. Wypestkuj – najprzyjemniej się to czyni, siedząc w miejscu, z którego można patrzeć na las… Oby tylko nie było komarów!
  4. Połówki śliwek wrzuć do garnka, gotuj pod przykryciem na malutkim ogniu aż puszczą sok. Przesuń pokrywkę tak, by w trakcie gotowania para wylatywała sobie w siną dal;
  5. Często mieszaj, najlepiej sunąc drewnianą łopatką po dnie.
  6. Nie wolno Ci dopuścić do przywarcia pulpy śliwkowej do dnia! Jeśli to by się stało, przełóż rozgotowane śliwki do innego garnka, gotuj i mieszaj, mieszaj;
  7. Garnek przypalony wyszoruj i daj mu dwa dni urlopu okolicznościowego, swoje już zbroił;
  8. Aby zmniejszyć ryzyko przywierania możesz gotować śliwki w dwóch garnkach, unikniesz zbyt dużej ilości rozgotowanych śliwek w garnku, uniemożliwiających mieszanie łopatką sunącą po dnie garnka;
  9. Po 2-3 godzinach gotowania, wystudź;
  10. Następnego dnia pogotuj 2 godziny, nie zapomnij, co masz robić łopatką (uwaga! nie zrób sobie krzywdy) i znów wystudź;
  11. Ostatniego trzeciego dni masa zgęstniała wyraźnie, pogotuj ją znów 2-3 godziny, nieodzownie z łopatką w dłoni;
  12. Zalecane sprawdzanie gęstości- łopatką wykładamy na talerzyk packę powideł i czekamy aż ostygną, jeśli ich gęstość jest właściwa, to znak, że wysmażanie mknie ku końcowi; UWAGA! Po sprawdzeniu gęstości fajnie jest wylizać talerzyk, poznasz uczucie proustowskiej magdalenki.                Moim słabym punktem wysmażania jest zbyt częste sprawdzanie gęstości, z następstwami.
  13. Teraz wsyp 1.5 kg cukru, mieszaj. Nie bój się użyć cukru, on krzepi i konserwuje, wydobywa głębię smaku z owoców, dodaje aromatu. Zimą rozsmarujesz prawdziwie węgierkowe powidła na ciemnym chlebie grubo masłem smarowanym, więc słodycz będzie dopełniała walorów smakowych; w tym etapie możesz wsypać do gotujących się powideł woreczek konfiturexu lub podobnego specyfiku, ale jak powidła są gęste, nie jest to konieczne. Jeśli będziesz czuła się bezpieczniej dodając go, aby trzymały gęstość, dodaj. Robię to i nie robię, zależnie od nastroju.
  14. Słoiki wyparzone ustawiasz rzędem, wspomagając się lejkiem o dużym otworze, rozlewasz powidła do słoików i zakręcasz mocno. Ustawiasz blisko siebie i przykrywasz ręcznikiem, aby sobie ładnie w cieple i spokoju odpoczęły.
  15. Dobra robota, smacznego! Pamiętaj o Tuwimie i Wańkowiczu, jak uciekło-sprawdź, co to za magdalenka i Proust. Kiedy poczujesz smak powideł, wspomniani panowie przyjdą do Ciebie wraz z magdalenką pisaną małą literką, aby ubogacić Twoje wrażenia smakowe i skojarzeniowe, co ubarwi Twoje wypowiedzi na temat węgierkowych powideł, i życie tak ogólnie też urozmaici!
  16. Dziękuję za wspólne smażenie!

 

Zalesie 17-19 września 2021 r.